Od zawsze wiatr mi w oczy wiał.
Pochylając kark szłam na przód.
Nie cofnęłam się przed niczym.
Wiatr zawsze wiał mi w twarz.
Twój krzyk usłyszawszy odwróciłam się.
Stałeś i powoli poddawałeś się.
Nie miałeś siły iść pod wiatr.
Dzięki mym słowom otuchy, zacząłeś walczyć.
Wkrótce szliśmy razem przez śnieżycę.
Ty parę metrów z tyłu,
Wspomagana mym słowem
Dałeś radę i szedłeś dalej.
Aż w końcu to ja szłam za tobą
I ty mi pomagałeś.
Lecz teraz idziemy dalej
I czekamy na krzyk innych.