Marzenia się spełniają. Teraz to wiem, jednak jeszcze miesiąc temu nie byłam tego taka pewna. Gdy pierwszy raz ujrzałam ogłoszenie wiszące na szkolnym korytarzu zapowiadające kolejną cześć międzynarodowej wymiany uczniów w ramach programu Sokrates Comenius stwierdziłam, że warto spróbować. Moi koledzy z Gimnazjum im. Jana Pawła II w Daleszycach byli już w Finlandii, Turcji, a kolejne spotkanie miało się odbyć w Belgii. A może się dostanę?
Najpierw długo się uczyłam do pierwszego etapu, w którym nauczyciele mieli sprawdzić naszą wiedzę na temat Belgii. Okazało się, że do konkursu zgłosiły się jeszcze trzy osoby z mojej klasy Magda Lesińska, Kaja Powałkiewicz i Tomek Kosmala. Oczywiście oprócz nas startowało jeszcze kilkanaście osób. Później przyszedł czas na egzaminy pisemne i ustne z języka. Ja jako jedyna zdawałam z języka niemieckiego. W końcu po długim oczekiwaniu pojawiły się wyniki. Do Belgii miały jechać cztery osoby.
I rzeczywiście 13 kwietnia razem z nauczycielami: p. Moniką Saternus i p. Edytą Świder oraz z Kają, Magdą i Tomkiem siedziałam w busie jadącym do Belgii. Po długim pakowaniu się i pożegnaniach, jechałam na spotkanie z Westerlo – miasteczkiem, w którym mieliśmy mieszkać. Oczywiście już wcześniej wiedzieliśmy, u kogo będziemy mieszkać. Ja u Joline, Magda u Annelis, Kaja u Liny a Tomek u Kato ( która okazała się dziewczyną, choć my, dopóki jej nie spotkaliśmy, myśleliśmy że to imię chłopaka).
Westerlo od razu zachwyciło nas ogromną ilością rowerów, rowerzystów i ścieżek rowerowych oraz małymi, przytulnymi domkami z pięknymi ogródkami. Już pierwszego dnia czekała nas wycieczka do Antwerpii, gdzie mogliśmy podziwiać ogromny rynek, wspaniałe kościoły i piękne kamienice. Mieliśmy pierwszą okazję zapoznać się z młodzieżą
z Belgii, Finlandii i Turcji, i porozmawiać z nimi w innym języku. Chyba najbardziej z całej grupy polubiłam Enesa, chłopaka z Turcji, który nie bał się, że powie coś niegramatyczne
(w końcu język angielski jest trudny) i z wszystkimi rozmawiał. Zauroczył ludzi z wszystkich
krajów swoją spontanicznością, otwartością oraz energią.
Gdy wróciliśmy z wycieczki, pod szkołą już czekali na nas Belgowie, u których mieliśmy mieszkać. Każdy pojechał do swojego domu. Teraz już nie było tak łatwo, czy się chciało czy nie (nam się oczywiście chciało :-)) cały czas trzeba było rozmawiać w obcym języku. Na szczęście nasze rodziny też umiały trochę mówić po angielsku, więc nie było problemu z porozumiewaniem się. Zawsze – w razie czego - można było pokazać rękami o co chodzi.
Na drugi dzień rano Ja i Joline pojechałyśmy rowerami do szkoły. Wszędzie ścieżki rowerowe i mnóstwo osób jadących do szkół na rowerach. To jedna z wielu zalet Belgii
i Westerlo .Razem z naszymi opiekunami –rówieśnikami udaliśmy się na ich pierwsza lekcje-ekonomię. Były one dla nas ciekawym doświadczeniem. Po lekcji była długa przerwa, którą wszyscy spędziliśmy na placu przed szkołą. Później całą grupą ruszyliśmy na stadion drużyny KVC Westerlo. Wizyta na stadionie ,spotkanie z trenerem oraz zawodnikami pierwszoligowego zespołu piłki nożnej zadowoliła miłośników nie tylko piłki nożnej. Po południu w miejskim, zabytkowym ratuszu odbyło się spotkanie z władzami miasta oraz prezentacja folderu „ Westerlo dla młodzieży”.
Po zwiedzeniu zespołu budynków klasztornych i kościola w Tongerlo ( jednej z części Westerlo) i udaliśmy się do muzeum Leonarda Da Vinci, gdzie obejrzeliśmy replikę obrazu „Ostatnia Wieczerza i mieliśmy szansę wcielić się w rolę apostołów na obrazie. Stworzyliśmy tzw. ruchomy obraz. Po całym dniu, pełni wrażeń wsiedliśmy na rowery i każdy udał się do swojego tymczasowego domu.
Trzeci dzień naszego pobytu w Belgii zapowiadał się równie ciekawie, co pozostałe. Dotarliśmy do serca Europy czyli do Brukseli, gdzie zapoznaliśmy się z pracą deputowanych w Parlamencie Europejskim. Po zwiedzeniu historycznego centrum Brukseli oraz sklepów z pamiątkami i pysznymi belgijskimi czekoladkami zobaczyliśmy słynne Atomium, które zrobiło na mnie największe wrażenie. Atomium, czyli model kryształu żelaza powiększonego 150 miliardów razy! Te 9 stalowych kul połączonych 20 korytarzami sprawiają niezapomniane wrażenie. A później z wnętrza najwyższej z tych kul oglądaliśmy panoramę miasta. Temu, kto ma lęk wysokości, nie radzę tam wchodzić, ponieważ kula z tarasem widokowym jest bardzo wysoko. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Louvain- uniwersyteckim mieście.
W ostatnim dniu wizyty odbyły się warsztaty „Zdrowa i aktywna Europa”. Dzień ten , którego hasłem było: „Do it Jens way” był dniem upamiętniającym śmierć belgijskiego ucznia, który zginął podczas obozu sportowego w Czechach w zeszłym roku. Zostaliśmy podzieleni na grupy, w każdej znajdowało się dwoje ludzi zza granicy i kilkanaście osóbz Belgii. Każda grupa miała inne zajęcia (gra w piłkę, tenis, , skakanie na trampolinie, jazda na rowerze, zajęcia z udzielania pierwszej pomocy oraz gotowanie). Cały dzień spędziliśmy bardzo aktywnie i gdy wróciliśmy do domów byliśmy zmęczeni. Jednak jeszcze czekała nas kolacja pożegnalna w szkole. Nie obyło się bez wzruszających pożegnań i wymiany e-maili. Po kolacji wróciliśmy do domów by ostatni wieczór spędzić u swoich rodzin, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić.
Na pewno nigdy nie zapomnę tego wyjazdu i myślę, że reszta uczestników i rodziny u których mieszkaliśmy też będą go miło wspominać. Zostały nam nie tylko zdjęcia i pamiątki, ale także wspomnienia. W końcu nie chodziło tylko o wyjazd do innego kraju, ale także poznanie nowych ludzi, otworzenie się na nich i pokonanie barier językowych.